prof. dr hab. Agnieszka Kijewska

Wydział Filozofii - Instytut Filozofii
Katedra Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej

Stanowisko: Profesor zwyczajny

Urodziłam się w Lublinie i z tym miastem związałam swoje życie i pracę zawodową. Mogę powiedzieć, że wychowałam się w Bibliotece Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w której pracowali moi dziadkowie. Bardzo często posyłano właśnie mnie do biblioteki, abym przyprowadziła Dziadka, który już dawno powinien zakończyć pracę, gdyż zbliżała się pora kolacji. Na półce z dziadkowymi książkami stało tajemnicze trzytomowe dzieło, wydane zaraz po wojnie, którego tom pierwszy dość wcześnie z zapałem przestudiowałam. Była to Historia filozofii Władysława Tatarkiewicza.

            W trudnych latach siedemdziesiątych uczyłam się w III LO im. Unii Lubelskiej, ale nawet wówczas wspaniałe nauczycielki - prof. Stanisława Głuszakowa, Janina Snoch czy Alina Zabrotowicz -  potrafiły zapalić nas miłością do literatury, języka i sztuki. Lata moich studiów uniwersyteckich przypadły na burzliwy okres początku lat osiemdziesiątych. Byłam na drugim roku filozofii teoretycznej, kiedy wprowadzono stan wojenny. Jednym z najbardziej spektakularnych wspomnień z tego okresu jest to, gdy z grupą moich kolegów, „w konspiracji” spotykaliśmy się w mieszkaniu dr Wojciecha Chudego, aby czytać Fenomenologię ducha Hegla. W czasie studiów miałam szczęście uczęszczać na wykłady wyjątkowych profesorów: o. dr Edwarda Iwo Zielińskiego, ks. prof. Stanisława Kamińskiego, ks. prof. Tadeusza Stycznia, doc. Jana Czerkawskiego, prof. Antoniego Stępnia, o. prof. Mieczysława Krąpca, prof. Ludwika Borkowskiego, dr Stanisława Kiczuka, ks. mgr Andrzeja Wawrzyniaka. Na ostatnich latach studiów filozoficznych zapisałam się na seminarium ks. prof. Mariana Kurdziałka, który nieodwołalnie stał się moim mistrzem. Był to człowiek niezwykły: o ogromnej erudycji, subtelnym dowcipie, autoironii, a przy tym o wielkiej skromności. Zawsze starał się wysuwać na plan pierwszy nas, swoich uczniów, sam pozostając tuż za nami, aby nas wspierać i pomagać. Ksiądz Profesor często mawiał, że warto uczyć się u największych filozofów, dlatego zapewne skierował moje zainteresowania ku Plotynowi i Pseudo-Dionizemu, a potem ku Janowi Szkotowi Eriugenie. Mogę powiedzieć, że wszystko, co dobre w mojej intelektualnej formacji zawdzięczam właśnie jemu, to, co jej niedostaje – jest skutkiem mojego lenistwa.

            Profesor Kurdziałek zachęcał nas, abyśmy – w miarę możności – studiowali nie tylko wielkich mistrzów, ale i w wielkich ośrodkach. Nie było to wówczas łatwe, ale miałam niewątpliwie szczęście, że mogłam spędzić nieco czasu Leuven, w tamtejszym Instytucie Filozofii, korzystając z konsultacji znakomitych profesorów i przesiadując długie godziny we wspaniałych bibliotekach uniwersyteckich i klasztornych. Drugim miejscem, w którym się zadomowiłam jest biblioteka Instytutu Filozofii w Pampelunie: znakomicie zaopatrzona, a w przerwie można wypić kawę z przyjaciółmi z Instytutu Mediewistycznego.